StoryEditorStan doradztwa w Polsce

Jaki jest stan doradztwa w Polsce? O doradztwie w Polsce mówi pracownik ODR

12.12.2022., 08:30h
Doradca ogrodniczyDoradca ogrodniczy
Na rynku ogrodniczym pojawia się wiele nowych preparatów i substancji wspomagających wzrost roślin. Trzeba je pokazać producentom, przetestować w gospodarstwach, poobserwować możliwości działania i zastosowania w konkretnych przypadkach. Niestety, nie da się tego zrobić zza biurka. Poniżej doradztwo widziane okiem doradcy – pracownika ODR.

Doradztwo rolnicze w Polsce może się poszczycić dość długą historią. Już w latach 50. ubiegłego wieku powstały rolnicze rejonowe zakłady doświadczalne, na których bazie utworzono potem wojewódzkie ośrodki postępu rolniczego (reforma samorządowa w latach 70. ubiegłego wieku). WOPR na początku lat 80. wchłonęły służbę rolną, a w latach 90. powstały ośrodki doradztwa rolniczego, funkcjonujące do dziś.

Przez minione lata doradztwo w Polsce miało różne zadania i priorytety. Na początku było to doświadczalnictwo i wdrażania postępu biologicznego. W latach 80. prym wiodła technologia produkcji, mająca na celu podniesienie wydajności.

Po urynkowieniu gospodarki od doradców oczekiwano informacji, jak i gdzie sprzedać wyprodukowane płody rolne, a nie jak zwiększać wydajność z jednostki powierzchni. Na przełomie wieków najwięcej uwagi poświęcono stowarzyszeniu z UE, a później temu, jak wykorzystywać fundusze unijne.

A jak jest obecnie? Teraz ogrodnicy oczekują informacji i pomocy w uzyskaniu wysokiego plonu, o najwyższej jakości biologicznej, zwłaszcza bez przekroczeń dopuszczalnych pozostałości środków ochrony roślin. Nacisk na taką produkcję jest wywierany przez sieci supermarketów oraz zakłady przetwórcze.

Czy ustawa o doradztwie rolniczym spełnia oczekiwania?

– Pracuję jako doradca już 26 lat. Od kiedy pamiętam, władze ośrodków zawsze oczekiwały ustawy o doradztwie rolniczym, aż w 2005 roku wreszcie ukazała się. Ale czy spełniła oczekiwania? Ustawa mówi, że ośrodki są przedsiębiorstwami budżetowymi, co oznacza zmniejszenie finansowania nawet działalności statutowej, czyli doradztwa, zwłaszcza technologicznego, z budżetu państwa. Coraz częściej ośrodki muszą prowadzić również działalność zarobkową, co niestety, niezbyt podoba się rolnikom, zwłaszcza tym posiadającym mniejsze gospodarstwa, których zwyczajnie nie stać na jakiekolwiek płatne doradztwo.

Po wejściu Polski do UE ośrodki zaczęły zarabiać na wypełnianiu wniosków obszarowych, sporządzając rolnikom plany przedsięwzięć, potrzebne do uzyskania kredytów z dofinansowaniem państwa, jak również wypełniając różnorodną dokumentację potrzebną do uzyskania pomocy z UE w ramach programów PROW. Wszystkie te działania odciągnęły pracowników, zwłaszcza terenowych, od typowego doradztwa technologicznego. Niestety, nie mogło się to skończyć dobrze.

Pracownicy z wieloletnim stażem, znający producentów na swoim terenie, a także orientujący się w zagadnieniach technologicznych, mają w dalszym ciągu dobrą pozycję wśród rolników. Natomiast doradcy zaczynający pracę kilka lat temu, czyli po 2004 roku, niestety orientują się jedynie w programach pomocowych, nie znają terenu, bardzo słabo orientują się w technologii.

Ośrodki doradztwa mają doradców w gminach, czyli najbliżej rolnika, ale w przypadku wyspecjalizowanego ogrodnictwa nie wystarczy w ośrodku jeden pracownik, zajmujący się całym ogrodnictwem (warzywnictwo, sadownictwo, rośliny ozdobne, w gruncie i pod osłonami). Najlepiej (dla władz) byłoby, gdyby pracownik ODR robił dobrze papiery (wnioski unijne) i był świetnym technologiem. Niestety, nie da rady połączyć tych dwóch funkcji z powodu czasu pracy. Więc albo chodzimy po polach i jesteśmy od rozwiązywania problemów technologicznych, alb siedzimy za biurkiem, śledzimy przepisy i staramy się jak najlepiej wypełniać dokumenty, aby gospodarstwa miały dobre finansowanie ze środków unijnych.

image

Centrum praktycznego szkolenia w Radomiu.

FOTO: fot. Wójcik

Zdobyć autorytet to jedno z wyzwań, które czeka na doradców 

Doświadczenie i zaufanie jako dobry doradca pracownik uzyskuje po kilku (około 5 latach) ciężkiej pracy z producentami w terenie. W mojej pracy pomogło mi nie tylko częste odwiedzanie najlepszych gospodarstw i wielogodzinne rozmowy o problemach technologicznych z producentami, ale także produkcja we własnym gospodarstwie, prowadzonym wraz z ojcem i rozwiązywanie problemów, łącznie z podejmowaniem decyzji. Decyzje dotyczą nie tylko wyboru uprawianego gatunku, ale również technologii, rozwiązań w nawożeniu, ochronie roślin itd.

Bardzo dużo doświadczenia można zdobyć, pracując z małymi gospodarstwami zwłaszcza takimi, które stosowały stare technologie w produkcji. Tam zwykle producenci popełniają najwięcej szkolnych i podstawowych błędów w produkcji. Można wtedy wiele się nauczyć, zwłaszcza jeżeli chodzi o rozpoznawanie braków czy nadmiarów składników pokarmowych oraz objawów szkodliwości agrofagów. Gospodarstwa większe, czy też bardziej wyspecjalizowane w produkcji, stosujące najnowsze technologie, są trudnymi partnerami, wymagającymi bardzo szczegółowej wiedzy. Takich producentów nie pozyskuje się na początku pracy, dopiero po zdobyciu wiedzy i doświadczenia w praktyce.

Niedofinansowane

Wykształcenie dobrego specjalisty w konkretnej dziedzinie wymaga zainwestowania w kilka lat jego szkoleń i częstych wyjazdów na plantacje. A niestety, jak już wcześniej wspomniałem, w ośrodkach często brakuje pieniędzy na kilometrówki, aby poruszać się po terenie, pieniądze na wyjazdy szkoleniowe czy też literaturę, nie mówiąc już o prasie, są znacznie okrojone. Doradcy pozostaje więc siedzieć za biurkiem w miejscu pracy i czekać na interesanta. Bez wyjazdów w teren i praktycznie codziennych lustracji plantacji różnych gatunków warzyw w różnych miejscowościach, często o innym mikroklimacie i warunkach uprawy, niestety, nie można wiedzieć, co dzieje się na polach.

Pozostaje tylko czytać stare gazety i starą literaturę. Gdy doradca otworzy przy rolniku i zacytuje przestarzały tekst, ten więcej się u niego nie pojawi. W swojej pracy miałem już takie doświadczenia, kiedy przyszedł producent z rośliną, np. rzepaku i chciał konkretnej porady. Na zasadzie analogii z warzywami kapustnymi określiłem mu przyczynę zaistniałego stanu rzeczy, ale niestety, nie znając możliwości zastosowania konkretnych preparatów rolniczych, odesłałem do doradcy terenowego z jego gminy. Rolnik niestety tylko machał ręką, stwierdzając, że tam nie ma po co iść.

Rolę doradców w dużej mierze przejęli przedstawiciele dużych hurtowni handlujących nawozami i środkami ochrony roślin. Często jednak zdarza się, że sprzedają produkty lepiej premiowane i przynoszące im więcej pieniędzy. Rolnikowi zawsze można wytłumaczyć, że dany produkt zadziałał gorzej, bo akurat w czasie zabiegu nie sprzyjała pogoda lub warunki zmieniły się diametralnie.

image

Jednostki doradztwa rolniczego.

FOTO: fot. Wójcik

Producenci oczekują jednak obiektywnej informacji na temat środków do produkcji od dobrego, niezależnego doradcy, a nie od sprzedawcy. Aczkolwiek, jest też taka grupa producentów, która wierzy bardziej sprzedawcy. Aby dobrze dobrać preparat do ochrony plantacji, trzeba poświęcić trochę czasu i zrobić porządny wywiad z rolnikiem na polu, na co zwykle w sklepie nie ma czasu, bo następni klienci poganiają.

Żeby być na bieżąco z nowymi produktami, trzeba utrzymywać stały kontakt z wieloma firmami dystrybuującymi środki do produkcji ogrodniczej. Takie firmy dysponują funduszami na promocje i szkolenia, z których doradcy i producenci powinni korzystać.

Inny problem doradztwa państwowego to płace doradców. Przy braku funduszy z budżetu państwa, niestety są one bardzo niskie. Pracownicy mający doświadczenie i pojęcie o technologii produkcji odeszli już na emerytury lub zmienili pracę na bardziej intratną. A wykształcenie dobrego doradcy niestety kosztuje. Kiedy doradca popracuje kilka lat w terenie z rolnikami i pozna swoją wartość, zaczyna szukać lepiej płatnej pracy w innych firmach lub otwiera działalność na własny rachunek. Dlatego też należałoby się zastanowić nad tym problemem. Nauka finansowana jest bowiem z funduszy państwowych, a korzystają z tego firmy prywatne, mające dobrze wykształconą kadrę doradców.

Dobry doradca nie tylko powinien być dobrym teoretykiem i praktykiem, ale również powinien być zaangażowany w to, co robi. Jednak samym zaangażowaniem rodziny nie wyżywi.

image
WEBINARIUM Z EKSPERTAMI

Dlaczego potrzebujemy zrównoważonej produkcji żywności? Porady eksperta! [VIDEO]

Doradztwo prywatne

W przypadku upraw sadowniczych produkcja jest bardziej skomplikowana niż w typowo rolniczych. Potrzebne jest doradztwo bardzo wyspecjalizowane. W większości przejęły je prywatne firmy, które jednak specjalizują się w ochronie jabłoni. Gorzej jest z innymi gatunkami – gruszami, wiśniami, czereśniami czy śliwami.

Jeszcze inaczej jest w przypadku produkcji warzywniczej. Oczywiście, są rejony uprawy wielu warzyw, ale producenci uprawiają różne gatunki, a każdy ma swoją specyfikę uprawy, nawożenia i przede wszystkim ochrony. W związku z tym producentów trzeba odwiedzać dość często i to nie tylko w sezonie wegetacyjnym. Przed podjęciem uprawy trzeba ustalić właściwy płodozmian i nawożenie. Związane jest to przede wszystkim z rośliną poprzedzającą i ochroną herbicydową, a także z zawartością składników pokarmowych w glebie, których nie da się uzupełnić w ciągu jednego sezonu uprawy.

W sezonie wegetacyjnym należy praktycznie raz w tygodniu zlustrować plantację w celu oceny zachwaszczenia, czy też możliwości ataku chorób i szkodników. Opuszczenie lustracji może skutkować zachwaszczeniem plantacji, utratą jakości produkowanych warzyw na skutek porażenia przez choroby czy szkodniki. W skrajnych przypadkach można również utracić plony, na które czekało się przez cały sezon.

Z tego też względu doradca doglądający upraw warzyw musi mieć bardzo rozległą wiedzę i duże doświadczenie, a także, co chyba najtrudniejsze, musi zaskarbić sobie zaufanie rolnika. Pamiętajmy też, że znakomita większość informacji w gloryfikowanym przez niektórych Internecie pozostawia wiele do życzenia. 

Doradca ogrodniczy

19. kwiecień 2024 05:54